Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptasie historie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ptasie historie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2018

Seawatching

Seawatching a Rejsy na ptaki

Od kilku lat w Polsce rozwija się moda na seawatching. Kibicujemy jej z kilku powodów, o których poniżej, tymczasem krótkie wyjaśnienie pojęcia.

Jest wiele gatunków ptaków morskich, które na lądzie pojawiają się sporadycznie, tylko w okresie lęgowym. Każdy ptak, choćby najlepszy lotnik czy morski wędrowiec - musi znaleźć kawałek suchego lądu, żeby założyć rodzinę, znieść jaja i wychować pisklęta. U niektórych gatunków (np,  u naszych nurzyków) pisklęta jeszcze nie w pełni wyrośnięte, nielotne, skaczą do morza i rozpoczynają morskie życie. Gniazda wielu z tych gatunków ptaków zakładane są w niedostępnych miejscach, na skalistych urwiskach, czy na niewielkich wyspach ledwo co wystających z morza.
Dorosły głuptak. Fot. Marcin Sołowiej
W wielu miejscach na świecie, gdzie naturalne warunki sprzyjają obserwacjom tych ptaków z lądu, gromadzą się ptasiarze wypatrując nad falami sylwetek różnych gatunków ptaków rurkonosych, nurów, mew czy wydrzyków. Najciekawsze są okresy wędrówek, kiedy spotkać można setki ptaków w innych okolicznościach bardzo rzadkich.


Młoda mewa obrożna. Fot. Marcin Sołowiej
W Polsce seawatching ma trochę inny charakter. Nastawiony jest na rzadkości - czyli obserwacje gatunków rzadko lub wcale niespotykanych wcześniej w naszym kraju lub rzadkich poza wybrzeżem. W okresie migracji wypatrywać można ptaki alkowate, wydrzyki, rzadkie mewy (np. obrożną) lecące z lęgowisk na północnym wschodzie na zimowiska na zachodzie Europy. Ale gdy nadchodzi sztorm, a tak dzieje się najczęściej od września do listopada, gdy wiatr wieje z północnego zachodu, wszyscy liczą na gatunki występujące normalnie nad Morzem Północnym i Atlantykiem, które niesione porywami wiatru zabłądzą nad Bałtyk.
Burzyk szary. Fot. Adam Janczyszyn
W ostatnich dniach mieliśmy taki pierwszy tegoroczny jesienny sztorm i mieliśmy kilka grup obserwatorów od Krynicy Morskiej po Ujście Wisły, na Helu i na zachodnim Wybrzeżu. Bezkonkurencyjny okazał się najbardziej na południe wysunięty fragment Wybrzeża Bałtyku - czyli pas Mierzei Wiślanej. W ostatnich dniach września odnotowano tam m.in. DWA gatunki burzyków (czyli najrzadszych u nas ptaków rurkonosych) - burzyka szarego i północnego. Dwa dni oczy cieszył nawałnik duży. Sfotografowano mewę obrożną, głuptaka i trzy gatunki wydrzyków (można o nich więcej poczytać tu).

Nawałnik duży. Fot. Marcin Sołowiej
Za kilka dni, 6 października, planujemy pierwszy rejs na ptaki. Prognozy są optymistyczne, jeżeli nawet wiatr będzie umiarkowany - to południowy, nie wywołujący fal na Zatoce Gdańskiej. Mamy 7 godzin obserwacji na morzu - po poszukiwaniach uhli garbonosej skierujemy się do Ujścia Wisły, gdzie przez kilkanaście minut poobserwujemy jedyne w Polsce stado fok szarych w ich naturalnym środowisku. A później, nietypowo, skierujemy się dalej na wschód - czasu wystarczy co najmniej na osiągnięcie wysokości Kątów Rybackich, gdzie widziane były m.in. burzyk północny i mewa obrożna. I za to kochamy seawatching! Odpłyniemy kilka kilometrów od brzegu, żeby sfotografować alki i nurzyki z bliska, ale kto wie co jeszcze uda się na wypatrzyć i sfotografować z bliska. Zostało jeszcze kilka wolnych miejsc (klikamy Chcę płynąć!).

Wydrzyk ostrosterny. Fot. Andrzej Kośmicki
Wydrzyk tęposterny. Fot. Andrzej Kośmicki

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z ostatnich dni z Mierzei Wiślanej. Zdjęcia mamy dzięki uprzejmości fanpage na Facebooku poświęconego polskiemu seawatchingowi oraz autorów tych ujęć.

piątek, 21 września 2018

Uhla garbonosa

Rzadkości, raryty...

Emocjonują dużą część ptasiarskiego świata. Gatunki z odległych krain, pojawiające się rzadko albo najlepiej, skrajnie rzadko. Możliwość ich zobaczenia i sfotografowania ściąga tłumy.

Uhla garbonosa (azjatycka) z podgatunku Melanitta deglandi stejnegeri 

to bliska krewna naszej uhli. Dość do niej podobna, choć z wyraźnie innym dziobem i inną łezką przy oku (przynajmniej u samców).  Żyje sobie w liczbie zapewne ok. siedmiuset tysięcy we wschodniej Azji, w warunkach podobnych do tych jakie wybiera nasza uhla w zachodniej Azji (i północno-wschodniej Europie).

Gatunek ten stwierdzony był dotąd w Polsce 2 razy, 24 razy w Zachodniej Palearktyce (za tarsiger.com).


Pierwszy raz w Polsce uhlę garbonosą widziano 10 marca 2007 r. w rezerwacie Ptasi Raj. Zdjęcia można zobaczyć na Clanga.com


Znacznie lepiej inna uhla garbonosa pozowała w 2018 r. na plaży w Gdańsku Stogach - pierwsza znalazła ją Ryszarda Sobolewska (26 lutego), a galerię zdjęć można znaleźć np. na Clanga.com.


A tu jedno z moich zdjęć:



Można też zobaczyć film Ptasie Strefy z poszukiwań uhli:

 


Dla tych co dotrwali do końca wpisu - galeria zdjęć znalezionych w czeluściach dysku, z rejsu Turkanem w dn. 20 listopada 2014 r. Miejsce - kilometr w głąb Zatoki Gdańskiej od plaży... Stogi.

Czy to ten sam ptak, który widziany był ostatnio? Nie wiemy. Miejsce się zgadza, fakt powracania osobników uhli garbonosej na stanowiska np. w Skandynawii jest znany. Wiemy za to, że tej jesieni będziemy tego pięknego ptaka wypatrywać na naszych wycieczkach!

Szczególnie że Turkan stacjonuje tuż obok.

Tak wygląda pierwsze ujęcie

To samo po wykadrowaniu

Pogoda była super







poniedziałek, 9 stycznia 2017

Nawałnik duży na morzu koło Łeby 9.01.2017

Nawałnik duży Oceanodroma leucorhoa na morzu koło Łeby!

9 stycznia 2017 z pokładu Turkana obserwowaliśmy rzadkiego na naszych wodach nawałnika dużego. Zdjęcia wykonał Mateusz Ściborski (współobserwator Sabina Kaszak).









sobota, 22 listopada 2014

Skąd wiemy gdzie są ptaki, które pokazujemy

Przed każdym z naszych rejsów przygotowujemy opis rejsu, który zawiera listę gatunków, które zamierzamy obserwować. Czy to przechwałki?

A może wszystkie te ptaki – kaczki, perkozy, alki, nury i nurzyki – są wszędzie, byle odpłynąć kawałek od brzegu i to żadna sztuka cokolwiek znaleźć?

To częściowo prawda. Niektóre gatunki są faktycznie bardzo pospolite i łatwo je znaleźć. Najlepszym przykładem jest lodówka. Na Bałtyku zimuje ich ciągle ponad milion, preferują wody przybrzeżne do głębokości kilkunastu metrów. Łatwo je spotkać praktycznie wszędzie. Ale jak odpłyniemy od brzegu na głębsze wody Zatoki – lodówki znikają. Zdarzają się sporadycznie, lecące gdzieś zapamiętale. Niemniej kaczki morskie są najbardziej stałym elementem naszej zimowej awifauny. Po tym jak przylecą pod koniec października pozostają do początków maja, obecne stale w tych samych rejonach. Po lodówce to słabo widać, ale już takie edredony są dobrym przykładem. Są ostatnim punktem naszych rejsów, gdyż nieliczne na Zatoce mają swoich kilka ulubionych miejsc. Czasem widać je z brzegu z Westerplatte, a czasem są tuż za zasięgiem uzbrojonego wzroku. Statkiem możemy dopłynąć i je podziwiać z bliska. Oprócz Westerplatte większe stado trzyma się jeszcze okolic Mechelinek, bywają między Sopotem i Orłowem, ale raczej niewidoczne z brzegu.

Jeden z dwóch wydrzyków tęposternych z okolicy Ujścia Wisły. Zdjęcie wykonywane przy 100% zachmurzeniu 20 minut po wschodzie słońca.
Z kolei perkozy (zarówno dwuczube jak i rogate) wykazują zmienność sezonową. Jesienią i wiosną można je spotkać w dość dobrze przewidywalnych lokalizacjach (np. okolice portu w Gdańsku i Ujścia Wisły), ale już zimą są zdecydowanie rzadkie.

Nieczęsty widok- perkoz rdzawoszyi w locie.

Alki i nurzyki, które rozpalają emocje chyba najbardziej, są obecne na Zatoce Gdańskiej przez cały rok. I faktycznie są wszędzie. Ale latem i na większości obszaru w pozostałych porach roku – są po prostu rzadkie. Natomiast tam gdzie akurat żerują ławice szprotów – ptaków tych można spotkać całkiem sporo. Cała sztuka polega na tym, by takie ławice odnaleźć i konsekwentnie podążać od ptaka do ptaka. Są wtedy zarówno alki, kilkukrotnie rzadsze nurzyki (w tym roku alek i nurzyków spotykamy w proporcjach nawet 4:1, ale w przeszłości te proporcje były przeważnie ponad 10:1), ale też nury czarnoszyje czy w tym roku – wydrzyki teposterne.

Jeden z dwóch wydrzyków tęposternych z okolicy Ujścia Wisły. Zdjęcie wykonywane przy 100% zachmurzeniu 20 minut po wschodzie słońca.

Ale to nadal tylko teoria, która pochodzić musi z jakiejś praktyki. Rejsy wycieczkowe organizujemy dopiero od kilku tygodni, więc to nie jest źródło takiej wiedzy. Zresztą trudno by było oferować ciekawe rejsy i jednocześnie dopiero po omacku szukać ciekawych ptasio miejsc. Morze nie jest wcale takie małe, a zagęszczenia ptaków bywają bardzo niskie. Na szczęście realizujemy szereg projektów liczeń ptaków na morzu. Czasem pływamy wzdłuż całego wybrzeża, ale tylko raz w roku (dla Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków), czasem po jakimś fragmencie morza w związku z realizacją różnych projektów – planów ochrony obszarów Natura 2000, wykonywania ocen oddziaływania na środowisko. Takie lokalne prace są realizowane w cyklu rocznym – pozwalają więc poznać zmienność awifauny w różnych okresach roku. Zatoka Gdańska jest tu szczególnie uprzywilejowana – bliskość największej aglomeracji sprawia, że dzieje się dużo.

Samiec edredona.

I tak, w związku z pracami nad rozbudową Portu Północnego, pływamy raz w miesiącu po całej Zatoce Gdańskiej. Mapa przedstawia trasę naszego rejsu z 20 listopada. Ptaki liczymy wzdłuż tych zygzakowatych kresek (tzw. transektów) i w listopadzie zajęło to całą jasną część dnia, pozostałe odcinki pokonaliśmy po ciemku. Tak napięty program powoduje, że musimy płynąć szybko i fotografujemy tylko to co się pojawi blisko statku. Owszem, kilka mijamy dość blisko, jednak większość w sporym oddaleniu. 

Trasa rejsu 20 listopada.
Co można spotkać w trakcie takiego dnia – gdy transekt liczy 120 km i trwa osiem godzin?

Wydrzyki tęposterne – 2
Alki – 56
Nurzyki – 10
Nury rdzawoszyje – 25
Nury czarnoszyje – 27 (i 9 nieoznaczonych)
Perkozy dwuczube – 303
Perkozy rogate – 3
Perkoz rdzawoszyi - 1
Mewy małe – 5
Edredony – 125
Uhle – 2916
Lodówki – 2329
Markaczki – 20
Kormorany – 1130
Nurogęsi – 23
Szlachary – 17
Łyski – 9 (w trzech miejscach na środku Zatoki)
Łabędzie krzykliwe (przelot) – 54
Łabędzie nieme (przelot) - 3
trochę kaczek "lądowych" w przelocie i mewy (też liczone, ale nie podsumowałem jeszcze)
Foki szare poza Ujściem Wisły - 2

Jeden z wielu nurzyków tego dnia.

Wszystkie zdjecia w tym poście są wykonane przez Andrzeja Kosmickiego w trakcie rejsu 20 listopada.
Nur rdzawoszyi.

Samiec edredona.


Jeden z dwóch wydrzyków tęposternych z okolicy Ujścia Wisły. Zdjęcie wykonywane przy 100% zachmurzeniu 20 minut po wschodzie słońca.

Kompletna glada i trzy nurzyki.

para edredonów.


piątek, 31 października 2014

Edredony – czyli najmiększy puch świata

samiec edredona z naszego październikowego rejsu

W Polsce edredony to „tylko” ładne kaczki morskie, które w niewielkiej liczbie pojawiają się zimą na naszym wybrzeżu. Najłatwiej je znaleźć koło Rozewia, na falochronie w Świnoujściu czy w Gdyni Babich Dołach. Na Zatoce Gdańskiej spore stada tych ptaków spotyka się z dala od brzegu w okolicach Mechelinek (gdzie poprzedniej zimy widziany był też turkan) i niedaleko Westerplatte (nawet do 500 osobników). Samiec, jak to u kaczek, szykowny, w tonacji biało-czarnej z kolorowymi dyskretnymi wstawkami. Samica brązowa, w odcieniu podobnym do krzyżówki. Młode samce nie od razu są tak ładne jak ich ojcowie, bieli mają zdecydowanie mniej i raczej są to nieregularne ciapy. 

samiec edredona z naszego październikowego rejsu


Na świecie edredony mają co najmniej trzy niebagatelne znaczenia.

  • Najczęściej badany ptak morski


Powszechność występowania edredonów na północnej półkuli (zarówno Europa, wschodnia Azja jak i północna Ameryka), ich obfitość oraz nierzadko kolonijne gniazdowanie sprawia, że bada się te ptaki pod każdym kątem. Nie tylko prowadzi badania nad ich trybem życia, wędrówkami czy pokarmem  oraz rolą w ekosystemie – nazwijmy te obserwacje badaniami „biernymi”. To chcielibyśmy wiedzieć o każdym z gatunków. Ponieważ wiedza o typowych zachowaniach edredonów jest duża, a ptaków też dużo i duże – można manipulować ich biologią i fizjologią i na podstawie wywołanych tak zmian zachowań szukać bardziej uniwersalnych odpowiedzi o ptasie życie i determinujących je czynnikach. Jakie mogą być takie „czynne” badania? Np. modyfikuje się liczbę jaj w gnieździe i ocenia jak zmienia to sukces lęgowy. 
edredony z naszego październikowego rejsu

  • Szkodnik w hodowlach małży


Holandia słynie z hodowli omułków (czyli blue mussels), które eksportuje głównie do Belgii w celach kulinarnych (w mojej ocenie średnia to jakość, ale wiadomo - kwestia gustu, zawsze to lepsze niż surowe ostrygi). Główne miejsce hodowli omułków to Wadden Sea, gdzie stałe mieszanie się wód zatoki i Morza Północnego daje obfity pokarm małżom. Niestety hodowla tam narażona jest na zniszczenie przez wyjątkowo silne sztormy i… wyżarcie przez edredony właśnie. Ptaki te jako pokarm preferują omułka wielkości ok. 2 cm, więc młodego w warunkach pełnosłonego Morza Północnego - (dorosłe mają 8 cm). Dziesiątki tysięcy edredonów lecą z Bałtyku do Holandii jakby nie mogły przylecieć do nas, gdzie omułek dorasta właśnie tylko/aż do 2 cm! Nie ma więc problemu z wyszukiwaniem odpowiedniego rozmiaru i nikomu by to nie szkodziło. Nie ma też prawie edredonów… Jest to tym bardziej dziwne, że ptaki te gnieżdżą się tuż za miedzą, na duńskim Borholmie i w zasadzie całej Skandynawii. Kiedyś myślałem, że ptaki te mogą po prostu nie wiedzieć, że tu jest tak dużo pokarmu, ale w 2006 r. widziałem zapędzone przez sztorm stado 2.500 edredonów koło Helu. Jak tylko wiatr ucichł – odleciały wyraźnie gardząc tym co oferowała im Zatoka Gdańska.
para edredonów z naszego październikowego rejsu

  • Dostarczyciel najmiększego puchu


W kilku miejscach na świecie (najwięcej na Islandii) dzikie edredony dostarczają puchu do pościeli. Nie jest to zwykły puch, gdyż uznawany jest za najlepszy puch na świecie, a cenią go najbardziej Japończycy, odkupując większość światowej produkcji. Puch zdobywa się nie od ptaków, ale z gniazd, które samica edredona wyściela puchem, który wydziobuje sama z własnej piersi . Na Islandii farmerzy mają swoje tereny (przeważnie wysepki), gdzie w naturalnych warunkach lub na sztucznych platformach kaczki te zakładają gniazda. Puch zabiera się na początku wysiadywania podkładając w zamian siano, które samica jeszcze uzupełnia od nowa wyskubanym puchem.  Z jednego gniazda pochodzi zaledwie kilkanaście gramów puchu, nic więc dziwnego, że zwykła kołdra potrafi kosztować ponad 100.000 zł, a są jeszcze niezwykłe, bez górnego limitu ceny.
edredony z naszego październikowego rejsu

Lęgi w Polsce

Co ciekawe, w Polsce zdarzały się przypadki lęgów edredonów. Gatunek ten słynie z epizodów ekspansji poza swoje tereny lęgowe, jednak w kilku znanych europejskich przypadkach kończyło się to na etapie pojedynczej lęgowej samicy. Tylko nad Morzem Czarnym powstała mała populacja lęgowa (pierwszy lęg w 1975 r.) i trwa do dziś w liczbie ok. 2000 par. W Polsce prawdopodobne jajo edredona znaleziono w Ptasim Raju w roku 1997 jako pozostałość po zniszczonym lęgu. Natomiast w  2011 roku przy okazji obrączkowania piskląt mew srebrzystych natknąłem się na  wysiadującą samicę edredona. Było to na terenie Portu Północnego w Gdańsku gdzie od tamtej pory co roku (a więc już cztery lata) samica edredona buduje gniazdo z najmiększym puchem świata i składa jaja. Niestety, jak dotąd tylko w 2012 udało się jej wychować trzy młode. W pozostałych sezonach gniazdo było  porzucane – być może z powodu zbyt licznie gniazdujących w sąsiedztwie mew srebrzystych. 
samica edredona na gnirździe na falochronie w Porcie Północnym w Gdańsku w 2011 r.
gniazdo edredona na falochronie w Porcie Północnym w Gdańsku
Skłonność do kolonizacji nowych terytoriów edredony mają zapewne zapisaną w genach, ale ostatnio nie wiedzie się tym ptakom najlepiej. Na Bałtyku, dzięki skutecznej ochronie bielików, te drapieżne ptaki stały się poważnym problemem dla lęgowej populacji edredonów. Bielik potrafi wypatrzyć znieruchomiałą samicę edredona na gnieździe i porwać. W efekcie dziś na Zatoce Fińskiej jest 50 par bielików i 1/3 lęgowych edredonów w porównaniu do czasów, kiedy ostała się zaledwie jedna para drapieżników. Próba skolonizowania naszego wybrzeża, niestety pozbawionego naturalnych skalistych wysepek, nie wynika zatem z nadmiaru ptaków w ich mateczniku, tylko z desperackich prób znalezienia miejsc bezpieczniejszych od dotychczasowych.
Na naszych rejsach praktycznie zawsze spotykamy edredony. Są dość płochliwe, ale płynąc powoli można się do nich zbliżyć na odległość pozwalającą na ładne zdjęcia. Można też próbować wypatrzeć rzadszych krewniaków edredonów – choćby turkana, który czasem pojawia się na Bałtyku. Dla pierwszej osoby, która wypatrzy tę kaczkę – jest przewidziana specjalna nagroda, a szczegóły są na stronie opisującej naszą ofertę morskich rejsów na ptaki.
samica edredona z czwórką młodych (jeden potem zginął) w porcie w Gdańsku w 2012 r.
samiec edredona z naszego październikowego rejsu

piątek, 24 października 2014

NAJBARDZIEJ ZAGROŻONY PTAK


Najbardziej zagrożony wyginięciem na świecie gatunek ptaka spośród tych ciągle licznie występujących w Polsce - to ptak morski. Dzisiejszą notkę poświęcę uhli. Zaskoczeni? Mało kto, także spośród osób naprawdę interesujących się ptakami, potrafi prawidłowo wskazać, że to właśnie uhla od 2012 r. ma najwyższą kategorię zagrożenia wyginięciem na świecie (EN czyli Endangered czyli po naszemu "poważnie zagrożony"). Uhla to duża, czarna, ładna kaczka, gniazdująca w tundrze a zimująca na Bałtyku. Prawie wszystkie resztki światowej populacji zimują na Bałtyku, z tego 40-60% na polskich wodach (ok. 250.000 ptaków).
Jedne z pierwszych w tym roku uhli na Zatoce Gdańskiej, 11 października.


Uhle łatwo spotkać wszędzie tam, gdzie morskie dno szybko ucieka spod nóg i woda robi się głęboka. Kaczki te nurkują do samego dna polując na największe małże. Te występują na 20-30 m głębokości. Głębiej też, ale im głębiej - tym trudniej się nurkuje i nie warto. Na lądowe obserwacje uhli polecam okolice Ujścia Wisły Śmiałej, gdzie duże stada tych ptaków pojawiają się najwcześniej (od połowy października) i zostają do końca kwietnia. Dużo uhli przebywa też wzdłuż odmorskiego brzegu półwyspu Helskiego, Mierzei Wiślanej czy na odcinku od Karwi do Białogóry. Najlepiej zaopatrzyć się do takich obserwacji w lunetę, bo tylko pojedyncze ptaki są w miarę blisko. Uhle czasem można też spotkać na jeziorach w różnych częściach Polski.
W locie uhle najłatwiej rozpoznać dzięki białym lusterkom na skrzydłach (rejs 16 października).

Na naszych rejsach spotykamy duże stada uhli, ale są one dość płochliwe i najlepsze zdjęcia można zrobić przelatującym w okolicy statku ptakom. Wyraźnie widać wtedy, że tylko samce są smolisto-czarne, samice brązowe. Może zamiast smolisto-czarne powinienem pisać „węglisto-czarne” gdyż słowo uhla pochodzi od słowiańskiego słowa oznaczającego… węgiel właśnie. Dowiedziałem się tego dopiero na stacji benzynowej w Czechach, gdzie można znaleźć węgiel do grilla, a na worku jak byk stoi „Uhlí” (choć po staropolsku to chyba było bardziej „wuhel”). Olśnienie przyszło nagle, a przecież staropolska nazwa tego ptaka to... węglica. Uhla to fajne słowo i nawet kiedyś chciałem tak nazwać statek.

Samiec (z prawej) i samca uhli widziane na rejsie 18 października

Wracając jednak do problemu uhli – skoro jest jej nadal więcej niż ptaków z mnóstwa innych gatunków – to dlaczego Światowa Rada Ochrony Przyrody (IUCN) uważa ją za bardziej zagrożoną niż choćby taką mniej liczną wodniczkę, o której wiemy jak bardzo szkodzi jej zaniechanie tradycyjnego koszenia łąk. Właśnie dlatego, że w przypadku uhli widzimy olbrzymi spadek liczebności na przestrzeni ostatnich dekad i nie wiemy co jest tego powodem. Jeszcze 20 lat temu nad Bałtyk przylatywało milion uhli, dziś zostało mniej niż połowa. W tym tempie za kolejnych 20 lat cała światowa populacja tego ptaka będzie liczyła mniej ptaków niż obecnie mamy w Polsce. A nasze wnuki mogą nie mieć wcale okazji oglądać uhli.

Rozmieszczenie uhli na Bałtyku (dane z lat po 2000 r.). To 95% świtaowej populacji tego gatunku.


rejs 12 marca, samica i samiec uhli

rejs luty2014

A może właśnie wiemy co zagraża tym ptakom, tylko w obliczu olbrzymich interesów związanych z morzem, czujemy się bezradni? Tylko w sieciach polskich rybaków topi się rokrocznie kilka, może nawet kilkanaście tysięcy uhli. Może zagraża im efekt cieplarniany zmieniający warunki gniazdowania w Arktyce, coraz liczniejsze drapieżniki, którym coraz łatwiej przetrwać tam zimy. Może problemem jest coraz intensywniejszy ruch statków transportujących w najbardziej ekologiczny sposób miliony ton towarów potrzebnych każdemu z nas? Sami przyznacie, że ukrócenie któregokolwiek z tych zagrożeń to gigantyczne koszty ekonomiczne lub społeczne. I może dlatego w Polsce nie robi się z tym… absolutnie nic. Chociaż uhla jest gatunkiem chronionym, nie ma dziś żadnego prawa, które zabraniałoby rybakom wystawiać sieci tam, gdzie można łatwo przewidzieć, że uhle będą wpadać w nie i tonąć. Nawet obszary Natura 2000 tak wyznaczyliśmy, że większość polskich uhli przebywa poza ich granicami. 
Martwe uhle z sieci rybackich.
rejs luty 2014
Coś jednak robić trzeba i wydaje się, że ograniczenie śmiertelności dorosłych ptaków w sieciach rybackich jest bardzo potrzebne. Najgroźniejsze dla uhli sieci postawione są głęboko w wodzie, tuż nad dnem. Ptak który w nie wpadnie topi się w ciągu kilku minut, dusząc z braku powietrza. Poza ograniczaniem połowów, co jest bardzo źle widziane, bo dotknie rybaków na małych, tradycyjnych łodziach, którzy nie mogą ot tak po prostu łowić gdzie indziej, nie znamy dziś innych metod. Trzeba eksperymentować i to często w sposób odważny i narażający na złośliwe uwagi. Być może rozwiązanie przyniosą eksperymenty z sieciami widocznymi dla ptaków, a niewidocznymi dla ryb (np. oświetlonymi światłem ultrafioletowym, chociaż nie wiemy czy uhla widzi to światło). Można też próbować odstraszać ptaki od sieci ponad powierzchnią wody – np. przy pomocy balonów wypełnionych helem i przytwierdzanych do miejsc zakotwiczenia sieci. Każdy pomysł wart jest rozważenia bo dziś zarabiamy trochę, przy okazji zabijając te ptaki, a nasze dzieci będą płacić ogromne sumy, by te ptaki zachować. My ciągle możemy cieszyć oczy setkami pieknych uhli na naszych rejsach.

rejs 12 marca